Przejdź do głównej zawartości

Porto w PORTO, czyli z wizytą u braci GRAHAM'S

Winiarnia Graham's
   W Porto jako punkt obowiązkowy należy obrać wizytę w jednej z winnic. Pozwoli ona w niezwykle przyjemny sposób zapoznać się z historią tak popularnego trunku jakim jest Porto. Ponadto niemalże każda wizyta zakończona jest degustacją. Wszystko oczywiście zależy od wyboru odpowiedniej oferty.
   W moim przypadku wybór padł na winnicę GRAHAM'S (tutaj obowiązkowa jest wcześniejsza rezerwacja). Cena uzależniona jest od ilości degustowanego trunku. Wersja classic (12 euro), która poza krótkim filmem przedstawiającym historię założenia firmy i zwiedzaniem piwnicy wraz z przewodnikiem, zwieńczona była degustacją 3 różnych rodzajów znakomitego Porto. 
   Z technicznego punktu widzenia, to wszystkie winnice znajdują się nie w samym Porto lecz w miejscowości tuż po drugiej stronie rzeki, czyli w Vila Nova de Gaia. Idąc wzdłuż deptaku mijamy wiele znanych marek wina, takich jak: Sandeman, Wiese & Krohn, czy też Calem. Jednakże nasz punkt docelowy znajduje się trochę dalej, na wzgórzu, z którego mamy cudowny widok na Porto.
Mapa - droga do winiarni Graham's
   Sama droga jest niezwykle przyjemna. Po pokonaniu kilku odcinków ze stromymi, wysokimi schodami docieramy do wąskich uliczek, wzdłuż których ciągnie się wysoki mur. Niekiedy jednak była możliwość zerknięcia na Porto...
   Ostatecznie docieramy do celu:
Logo winiarni Graham's
Wejście (recepcja) do winiarni
Trochę historii:
   Bracia William i John Graham przybyli do Porto ze Szkocji w roku 1820. Handlowali oni głównie tekstyliami oraz winem. Dwa lata później dołączył do nich osiemnastoletni wówczas Andrew James Symingtont, który w większej mierze miał zajmować się działem tekstylnym. Zajęcie to nie spełniało ambicji młodego przedsiębiorcy, który odchodząc postanowił rozpocząć tworzenie własnego winnego imperium.
   W 1890 roku firma zdecydowała się na pionierski ruch i nabyła winnicę w Douro – Quinta dos Malvedos, zbudowali piwnicę w Vila Nova da Gaia i stopniowo zdobywali sławę oraz prestiż. 
   W 1970 roku Graham’s zostali wykupieni przez inną rodzinę od lat związaną z produkcją porto – Symington (tak tego samego, który niegdyś u nich pracował!).
   Dzisiejsze czasy to pięciu członków rodziny aktywnie zaangażowanych w zarządzanie oraz prowadzenie znakomitego, rodzinnego biznesu opierającego się na 5 winnicach: Quinta dos Malvedos, Quinta do Tua, Quinta da Vila Velha, Quinta do Vale de Malhadas oraz Quinta das Lages, z których powstają najlepsze Porto. 
Lokalizacja winnic
   Wino najlepszej jakości zawdzięczamy rodzinnym decyzjom o tym, kiedy zebrać winogrona, jak przeprowadzać proces winifikacji, jaką ocenę wydać leżakującemu w beczkach Porto. Znajomość regionu, metod upraw, produkcji oraz kupażu win i szczepów umożliwia Symingtonom prowadzenie winiarni położonych najwyżej w górach, rozciągających się na obszarze 44 tys. hektarów. Nigdzie indziej nie ma tak stromych zboczy, jak tam, gdzie Graham’s sadzi winogrona. Douro to region szalenie trudny i wymagający w uprawie. Charakteryzuje się jedną z najniższych wydajności na świecie – 4300 kg/ha (dla porównania we Francji wynosi około 12 600 kg/ha), mimo to przyciąga producentów.
Winnice - miejscowość Pinhao
Zwiedzanie winiarni:
   Zwiedzanie rozpoczyna się od krótkiego filmu przedstawiającego historię założenia winnego imperium przez braci Grahams. Prezentacja odbywa się w odpowiednio dostosowanej sali, gdzie akustyka zasługuje na pochwałę. 
   Następnie grupę przejmuje przewodnik, w naszym przypadku była to sympatyczna dziewczyna, która z wielkim zapałem i ogromną wiedzą opowiadała nam o zasobach firmy. W winiarni braci Graham's jest aktualnie 6 mln litrów Porto! 
   Piwnica robi wrażenie. Beczki poustawiane jedna na drugiej, odpowiednio posegregowane i podpisane. W celu utrzymania odpowiedniej temperatury i wilgotności powietrza, znajduje się tam także nieustannie działająca fontanna.
Baryłki Tawny w piwnicy Graham's
Baryłki z Tawny w piwnicy Graham's
Niektóre beczki pamiętają jeszcze założycieli winiarni:
Beczki z najstarszym winem w piwnicy Graham's
Jak powstaje Porto:
naturalna fermentacja jest przerywana gdy sok ma około 7% alkoholu i dodawane jest brandy, będące destylatem winogronowym.

Pierwszym krokiem w rozróżnianiu typów Porto jest podział na:
– starzone w beczce (cask aged port)
– starzone w butelce (bottle aged port)
Te pierwsze nie zyskują zbytnio na jakości w procesie starzenia, nadają się do spożycia zaraz po zabutelkowaniu.
Podział Porto
   I tak to oto Porto Ruby dojrzewa w ogromnych beczkach o pojemności 145 tysięcy litrów. Jeśli jakość pozwala i zapada taka decyzja – po kilku miesiącach sprawdzane są walory smakowe oraz aromatyczne, wówczas część Ruby zostaje przelana do mniejszych, 450 litrowych beczek i tam dalej dojrzewa. Tak powstaje Porto Tawny. 
   Zarówno wino Ruby, jak i Tawny, dojrzewają tak długo, że po otwarciu butelki nie trzeba się za bardzo śpieszyć z ich wypiciem. O ile jednak Ruby warto skończyć w ciągu 2-3 miesięcy, to Tawny może stać otwarte nawet ponad pół roku, bez obawy o to, że straci ono swoje właściwości.
Porto Ruby
   Istnieje jeszcze trzeci rodzaj porto, tak zwane Vintage. Jest to trunek, który pochodzi z wyjątkowo udanego roku, kiedy to zbiory winogron cechowały się bardzo dobrą jakością. Rocznika vintage nie sprawdza się jednak od razu – dopiero po ok. 2 latach specjaliści z Instytutu Wina Porto oceniają  jego smak i wówczas stwierdzają, czy dany rok faktycznie był wyjątkowy. Po ich aprobacie fermentujące jeszcze wino rozlewa się do butelek, co sprawia, że nadal tam zachodzi proces jego dojrzewania. Po otwarciu butelki, powinno się je wypić w ciągu 3 dni, aby nie straciło ono swojego smaku. Vintage na ogół otwiera się na specjalne okazje.
Wina Vintage w piwnicy Graham's
Degustacja:
   Zwieńczeniem całego pobytu w winiarni jest nic innego jak degustacja. Niezwykle przyjemna! Po opuszczeniu piwnicy, czekały na nas już trzy różne rodzaje Porto. Każdy smakował wyśmienicie. Ustawione były one odpowiednio od najsłabszego i najsłodszego, do najmocniejszego. Rewelacja! Polecam każdemu.
Trzy rodzaje  Porto - degustacja
Trzy rodzaje Porto - degustacja
CIEKAWOSTKI:
1. Winnice Graham's przyjmują wolontariuszy do zbierania winogron! Wcześniej należy się z nimi skontaktować w celu ustalenia szczegółów :)
2. Jedna z winnic (najmniejsza) nadal praktykuje tradycyjne ugniatanie stopami zebranych winogron:

"Kiedy rozpoczyna się czas zbiorów, pracownicy wychodzą na pola i między godziną 7 a 17 ręcznie zbierają dojrzałe winogrona do ogromnych baniaków. Po 17 ruszają na kolację, by następnie, przez 4 godziny bez przerwy, wspólnie ugniatać stopami zebrane winogrona, niekiedy nawet tańcząc. Wykorzystywanie ludzkich sił do ugniatania winogron jest kluczowe dla wysokiego poziomu słodkości – ludzkie stopy nie są w stanie rozgnieść pestek wewnątrz owoców, które w smaku są niezwykle gorzkie."

3. RABELO - są to łodzie, które niegdyś służyły do transportu baryłek wina z winnic w dolinie Douro do portu w Porto, skąd wino było wysyłane za granicę. Obecnie nie są już używane. Jednakże niemalże każda firma produkująca Porto posiada taką łódź, która dnia 24 czerwca bierze udział w regatach odbywających się na rzecze Douro.

Rabelo 
Rabelo



Komentarze

  1. Sommelière to ze mnie nie jest. :)) Nie lubię smaku żadnego alkoholu, chyba moje geny stworzyły jakąś dziwną sekwencję, że smak wszelkich trunków nie odpowiada mojemu podniebieniu. Ot, taki ze mnie dziwoląg. :)) Nie znaczy to jednak, że nie próbuję wszelkich napitków (ciągle szukam tego jedynego, który wreszcie by mi posmakował). Może powinnam pojechać do Porto na łyk porto?
    Po Twoim Madziu poście coś czuję kubkami smakowymi, że może, może zasmakuję w portugalskich winach. Lampka wina z widokiem na Porto to jest to!
    Bardzo spodobały me się łodzie do przewożenia beczek z winem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam! Miasto piękne, a degustacja w takim miejscu, to sama przyjemność. Porto jest wyjątkowe (zarówno miasto, jak i trunek) . Zgadzam się, łodzie są cudne!

      Usuń
    2. Kiedyś usłyszałam wywiad z młodym człowiekiem co go inspiruje i zachęca do podróżowania. Zapamiętałam, że chciałby - zjeść miskę ryżu w Chinach, pobiec w maratonie w NY, zobaczyć gwiazdy i spać w jurcie w Mongolii, i... wypić porto w Porto. O ile pamiętam, większość swoich marzeń już zrealizował.
      Niektóre potrawy, czy też napoje, wymagają oprawy - poczucia na twarzy morskiej bryzy, ciepłych porannych promyków słońca na policzku, zachodu słońca nad horyzontem, szumu rozmów w obcym języku - to wszystko sprawia, że stajemy się choćby na parę chwil, cząstką tamtego świata. I w takich momentach nasze zmysły doświadczają teleportacji do innego wymiaru. Ooo, wtedy nawet zwykły sucharek smakuje zupełnie inaczej. A porto w Porto to jakby Dionizos był gospodarzem imprezy w Portugalii.
      Dopiero sobie uświadomiłam, że nie jest do końca ze mnie taki abstynent. W Portugalii skusiłam się na wino wytrawne w Lizbonie, które sączyłam nad Tagiem, a na Malcie, gdzie malutki jogurt jest kilka razy droższy od butelki dobrego wina ... piłam oczywiście wino. Tylko nie pamiętam do dziś, czy zamiana nabiału na esencję winogronową wyszła mi na dobre? :)))

      Usuń
  2. Porto to moje ulubione wino, więc pewnie nie oparłabym się odwiedzeniu tej winnicy:)
    Kiedy byłam w Hiszpanii w miejscowości Jerez de la Frontera również zwiedzaliśmy podobną winnicę. Niesamowite wrażenia. Zrobiłaś śliczne zdjęcie winnicy. Nigdy nie byłam w Portugalii. Mam nadzieję, że kiedyś tam dotrę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Portugalia jest warta odwiedzenia, zdecydowanie! Ma w sobie wiele spokoju, uroku... ma to "coś". Przynajmniej w moim odczuciu :)

      Usuń
  3. A ja nie byłam.. wiedziałam, że można zwiedzać winnice, ale ostatecznie jakoś szkoda było nam czasu, bo na winie się nie znam, winem się nie interesuję, woleliśmy pochodzić po mieście. I wina spróbowaliśmy w mieście ;-) Fajnie, że chociaż u Ciebie mogę przeczytać relację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, każdy organizuje sobie czas według upodobań : )

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

DOEL - opuszczone miasto w Belgii

    Doel jest to miejscowość położona w północnej części Belgii, około 30km od Antwerpii. Znajduje się ona w strefie przemysłowej, w pobliżu portu i elektrowni jądrowej. W związku z błyskawicznym tempem rozwoju portu w Antwerpii, a tym samym potrzebą jego sukcesywnego powiększenia, w latach 70 ubiegłego wieku belgijski rząd ustanowił, iż niezbędne do tego celu będzie zlikwidowanie kilku pobliskich wiosek,  z których to ludzie mieli zostać przesiedleni. Zaplanowane rozbiórki spotkały się z głośnymi protestami mieszkańców Doel i nie mogły zostać przeprowadzone. Mimo protestów, w roku 1999 zapadła decyzja całkowitego wyburzenia miasta. Jednakże póki co do tego nie doszło.     W 2007 roku grupa o nazwie DOEL2020 przeprowadziła akcję, której celem była przemiana martwego już miasteczka w raj dla artystów ulicznych. Dlatego też dziś na niemalże każdym budynku możemy podziwiać niesamowite dzieła graficiarzy, które przedstawiają rozmaite postacie, zwierzęta, sceny rodzajowe.     Mimo, iż minę…

"Welcome to MOROCCO" - garstka lotniskowych informacji

Dokładnie tak! "Welcome to Morocco" owe powitanie można usłyszeć bardzo często. Zarówno na lotnisku, targu, czy też na ulicy. Marokańczycy są bardzo otwarci i uwielbiają rozmawiać. Jednakże o tym później, teraz kilka praktycznych informacji odnośnie formalności.

RABAT - fascynująca stolica Maroka część 1

Przygodę z Marokiem czas zacząć! Zatem RABAT! Po wylądowaniu, jakże cudownie było poczuć ciepłe powietrze, mimo, iż na miejscu byłyśmy po godzinie 18, to udało nam się załapać na ostatnie promienie Słońca, a powiew marcowego, marokańskiego wiatru był ciepły i przyjemny. Jakże inny niż tego w Belgii, z której "uciekłyśmy" w celu uzupełnienia niedoboru słonecznej witaminy D.    Należy mieć na uwadze, iż mimo, że Rabat jest stolicą Maroka, to nie jest to miejsce typowo turystyczne. Dało się to odczuć. Gdziekolwiek się nie pojawiłyśmy, to lokalni mieszkańcy byli bardzo zaciekawieni. Nie obyło się bez trąbienia, zaczepiania, zagadywania, komentowania... Osobiście nie zwracałam na to większej uwagi, aczkolwiek pobyt w Marakeszu, uzmysłowił mi jak wielka turystyczna przepaść i zachowanie lokalnej społeczności jest pomiędzy mieszkańcami Rabatu, a "czerwonego miasta". 
Co zwiedzić:  1. Medyna (+ informacja dotycząca hostelu: Medina Surfing Association) 2. Kazba Al-Udaja …